Pustka – Niedokończone wersy

Chcieliście pustki,
więc ją macie…

Wiele razy świat jest postrzegany, jako coś zniszczonego, pozbawionego życia, które się w nim wcześniej tliło. Słońce wschodzi i zachodzi…
Mam taki dziwny kaprys…
Każdego zachodu słońca zastanawiam się, ile tego dnia samotnych i skrzywdzonych dusz odeszło. Nie zdołałam im czegoś wyjaśnić
Byli tu i tam, rozrzuceni po świecie, będąc biedni lub bogaci, w wiedzę lub w pieniądze, w miłość lub w pustkę.
Tak, powiedziałam, że pustka jest bogactwem.
Trzeba swoje przeżyć, by odróżnić szczęście od nieszczęścia, smutek od radości.
Ej no pomyślcie po prostu logicznie!
Gdyby człowiek nigdy nie zaznał łez, boleści, goryczy, nie wiedziałby, co to szczęście, a gdyby nie zaznał miłości, przyjaźni, wiary i nadziei, nie wiedziałby, jak się płacze.
Pustki trzeba doznać.
Ja jej doznałam. I raczej nie ma problemu z jej przypomnieniem. To się pamięta…
Ale czasem są dziwne myśli i pomysły i to chyba mi przydałby się wreszcie jakiś wykład moralności i niepoprawności politycznej od Was :)
Trza zapamiętać: i Wy, i Ja:

‚Kto nie pozna goryczy na ziemi
Ten nie zazna słodyczy w Niebie’

Przeszłam, widziałam, słyszałam, marzę.
Przechodzę, widzę, słyszę, marzę.
Przejdę, zobaczę, usłyszę, marzę.

Na szczęście mam kogoś, kto mnie ratuje.
Nawet dwie osoby. Najważniejsze osoby.
Z góry i stąd. Idą ze mną do niewiadomokąd…

Kochać życie?

Kochać życie?
No nie wiem…
Kochać życie, w którym czujesz się porzucony, niezauważalny dla najbliższych Ci osób, zawsze musiałeś sobie radzić sam i nigdy nie dostawałeś żadnych pochwał, tylko raczej same nagany?
Nie.
Chociaż…
Kiedyś komuś powiedziałam, że ‚Kurde, ale wiesz co??? Ja wygram to życie. I pokażę tym wszystkim (cenzura) fuckersa sprzed kamer w USA’
I nie ma ‚nie’. Nie ma ‚ale’.
Kurde. Czy to takie trudne, że ja to moje życie, ja nim rządzę i jak już kiedyś mówiłam, lub nie ‚…Rodzice są po to, by nas wychować, by pokazać nam dobro i zło, pomóc je rozróżniać, a to, w którą stronę pójdziemy i co wybierzemy to już tylko i jedynie nasza własna, osobista, rzeczywista i prywatna sprawa.’. To napisałam chyba, na ‚ŻebyWrócić’, ale tam już nie piszę. Chyba…
W każdym razie to, co napisałam, nieskromnie stwierdzę, jest prawdą. Smutne, ale prawdziwe.
Jak wiecie już z poprzednich wpisów, rodzice narzucają mi swoje poglądy na temat studiów, przyszłości, muzyki i moich planów i marzeń. Mimo, że mówią słodko, iż chcą, bym po prostu w życiu była szczęśliwa, ale za chwilę jest stwierdzenie, że powinnam być szczęśliwa tylko według ich planu mojego życia. xD Logiczne, ale ja to tak przynajmniej odbieram…
I nie przelewa się… Jest ciężko, by cokolwiek od nich wyciągnąć, jeśli chodzi o naukę, o moje hobby, moje plany. Szczerze? To w ogóle o tym z nimi nie dyskutuję. Ignoruję to, co do mnie mają, bo wiem lepiej, w czym jestem dobra, czego chcę w swoim życiu i jakiej pragnę przyszłości. I nikt inny nie ma o tym zielonego pojęcia i nie ma prawa mi niczego wmawiać. Każdy ma wolną wolę, jeśli chodzi o jego życie.
I tego się trzymajmy. Amen.

Wielki-mały powrót

Taaak…
Weszłam, wszystko ładnie, pięknie, trochę pusto i smutno, ale było pytanie:
‚Ty, a jak się loguje???’ xD
Serio zapomniałam passów i w ogóle jak tu się lognąć, ale przeżyłam i jestem.

Słuchajcie. Wiele się wydarzyło, a może nie aż tak wiele, a mało.
Było miło i gorzej, było trochę wolności i pracy przez ten ostatni miesiąc.
Ogółem napisałam ostatnim czasem mega dużo nowych tekstów, tylko muszę je oprawić w bogatszą muzyczkę i będzie OK ;)
I teraz tak.

Drodzy ‚czytacze’ i ‚nieczytacze’ oraz będący tu tylko i jedynie przez literówkę w adresie, czy przekierowanie przez jakąś dziką reklamę, Bóg wie co!!!

WIELKI-MAŁY POWRÓT TRAMWAJU I PASAŻERA, czyli nieskromnie mówiąc: mnie.

Pozdrawiam całą nicość czytającą ten bezproduktywny i nic nie dający post. Kocham Was, moi FANI!!!

A teraz na poważnie…
Mam pełno roboty w tym roku; jest zastęp, jest szkoła, z której wracam codziennie około 18, a do każdego później przedmiotu trzeba się pokuć, więc ogłaszam wszem i wobec, iż nie wiem, jak często będą tu wpisy, o czym i czy W OGÓLE będą…
Muszę się szczerze zastanowić i poszukać tematów do omówienia tutaj, do napisania kolejnej bzdury w sumie myśleć nie trzeba xD
Ale wiem, że muszę i tak przemyśleć i zastanowić się nad paroma rzeczami u mnie, więc chyba będzie o czym pisać, jeśli już o tym nie pisałam ;)
Nie jestem pewna, czy chcielibyście słuchać o moim życiu osobistym, więc postaram się skupić na ogóle sprawy…
Ale to następnym razem ;)
Dzisiaj muszę jeszcze porozmyślać… Może znajdę na to czas… A może nie…
Ale Wy znajdźcie czas, by czasem tu zajrzeć ;)
Hejka!

Przeszłość ma znaczenie

Kochać?
Co to znaczy? Tak po ludzku. Po polsku, nie po chińsku.

Nie znam się na tym, więc się wypowiem.
Nie jestem dorosła i mówię o miłości. Rozumiem. Hejterzy mogą się przyczepić, że ja nic o tym nie wiem, że jestem waloną gimbuską, ale jednak każdy zna słowo ‚kochać’ nawet, jeśli jest dopiero nastolatkiem.
Nie wiem, czy będąc w takim Gimbusiarskim ‚związku’ miłość może istnieć.
Ale, no, jak widać na różnych przykładach i większość jest właśnie takich, iż nie każdy jest dojrzały, by być w poważnym związku, by seryjnie kochać, czy ufać komuś.

Często jest tak, że nawet młodzik zachowuje się w relacjach z drugą osobą, jak dorosły, a nawet może i lepiej…
Jednak w domach, w naszych rodzinach też poznajemy znaczenie słowa ‚kochać’. Z rodzinnego domu wynosi się większość swoich przyzwyczajeń.
Innym razem kiedy ktoś niedojrzały, jakiś dzieciuch jeszcze bez uczuć, a Ty już masz w głowie i sercu to i owo, Cię zrani, to później trudniej jest zaufać komukolwiek, trudno jest się podnieść i czasem prawdziwa szansa i miłość odchodzą przez to, że byłeś przerażony tym, co będzie tym razem, w innym związku…

Tak jest i w mojej sytuacji…
Chociaż ja jeszcze nie wiem, czy się mogę na ten temat wypowiedzieć. Nie wiem, czy poza domem rodzinnym kiedykolwiek poznałam znaczenie słowa ‚miłość’. W tych sprawach pytajcie się jednakowoż kogoś starszego…

I co mam robić, gdy wiary i ludzi już brakuje?…

Wolny wybór przyszłości nie istnieje

Nie ma czegoś takiego, jak wolny wybór.
Zawsze w jakimś stopniu rodzice, lub szkoła wywierają na nas presję, która może później zmienić po części, albo całkowicie nasz punkt widzenia.

Są sytuacje, w których rodzice zmuszają swoje dziecko do robienia w przyszłości tego, co oni chcą, lub może kiedyś oni chcieli, ale im się to nie udało. Próbują przerzucić swoje marzenia na potomka. Ciężko jest ich wtedy jakkolwiek przekonać do własnego zdania i wyboru.

Znacie takie coś, gdy rodzice planują Wam całe życie, od początku do końca, dzień po dniu, godzina po godzinie?
Ja akurat szczęśliwie nie mam takiego problemu, ale mój drogi kumpel Will z poprzednich wpisów, ma tak codziennie. Żadnego weekendu dla siebie, zero czasu wolnego, cały czas tylko jakieś wyjazdy, totalnie przechlapane. Jeszcze w dodatku nie może dyskutować na temat najbliższych 4 tygodni, bo wszystko jest dopięte na ostatni guzik i jeśli są jakiekolwiek imprezy, lub urodziny, musi znać godziny i terminy pół miesiąca przed eventem…
Najgorsze jest to, gdy rodzice nie zdają sobie nawet sprawy z tego, że macie jakieś hobby, jakieś zainteresowania i p lany na przyszłość. Ich często nie interesuje, co Wy chcesz robić w życiu, interesuje ich tylko to, byście dużo zarabiali…

Mnie, na przykład, kręci wiele rzeczy i wciąż nie umiem wybrać jednej z pośród dwóch możliwości. Co ja mówię… Możliwości… Według wszystkich dorosłych jest tylko jedna jedyna możliwość, bo o tej drugiej nawet nie chcą myśleć i wspominać, abym ja mogła się zająć czymś, czego oni nie chcą.
Wmawiam sobie, że mam jeszcze czas na takie ‚przyszłościowe myślenie’, ale on niedługo się skończy. Nie będzie już czasu, będzie decyzja. Jaka? Jeszcze nie wiem.

Wiem, że będę wtedy już Tam. Jeszcze nie wiem, gdzie mnie poniesie, ale wiem, że na pewno nie będę Tu. Tu jest za ciasno dla mnie i moich idei…

Całkiem poważne rozważania o pustce

Idę za prośbą, a prośba i propozycja była taka, abym napisała o pustce w życiu bez uczuć. Mówisz i masz :]

Pustka – stan, w którym człowiek czuje się niespełniony, odrzucony, bezwartościowy, osamotniony.
A według Cioci Wikipedii:
„Pustka  to uczucie ogólnej nudy, wyalienowania, stan apatii.”
Ok…
Pustka uczyni nas nie-kosmitami, rozumiem, szanuję…

Ale do rzeczy…
Kurczę, po ludzku pustak to jest wtedy, kiedy chłopie czujesz się do dupy, bo inni powiedzieli, ze jesteś do dupy i Twoim wnętrzem nie targają żadne uczucia poza smutkiem i rozpaczą!

Koniec wykładu na dzisiaj! Do łóżek!

Brak internetu – choroba ludzkości

Może powinnam dodać „…ŚMIERTELNA choroba ludzkości”

Nie mam nic do internetu, poza tym, że go lubię. :] No kto nie powie, że ta dziwna sieć nie jest w jakimś zakresie najważniejszą, najpotrzebniejszą i najcudowniejszą rzeczą na świecie???

Dla wielu ludzi jest ona centrum świata i wszechświata i całego galaktycznego jakiegoś wielkiego czegoś i w ogóle…
Ostatnio zdałam sobie sprawę z tego, jak to uzależnia. Nigdy nie myślałam nad tym pod takim względem. Zawsze uważałam to za coś przydatnego, ale coś, bez czego można się obejść.
I osobiście polecam dać sobie wyzwanie: 1 dzień bez internetu. BEZ. 1 DZIEŃ. Nic wielkiego, a ogromnego dla Twojej podświadomości i kreatywności ;]
Spędź ten dzień z kumplami, czytając, lub idąc do kina. To tez jest jakiś sposób aktywnego życia :] Aktywnego w sensie społecznie ^_^

Ja ostatnio prawie wcale nie używam neta, bo chwilowo go nie mam, ale…
Nie ukrywam, że go przemycam na telefonie nie jako.

Ale np. 3 obozowe tygodnie, bez komunikacji ze światem były bardzo przyjemne ^_^
Tylko przez jakiś tydzień po powrocie zastanawiałam się jak włączyć router, albo włączyć czat na Fb :D

Ale polecam i zapraszam na bloga :]
Już niedługo megaaa wpisy ;]

Brak internetu – choroba ludzkości

Tak jak w temacie: Brak internetu. Tyczy się to także mnie, ponieważ załatwiam wszystkie, dosłownie wszystkie sprawy za jego pomocą, a do połowy miesiąca jestem trochę od niego odcięta…

Tylko od czasu do czasu teraz mam dostęp do komputera i to tylko w nagłych przypadkach załatwienia czegoś ‚harcerskiego’. W tej chwili akurat mam farta :]

Jeśli chodzi o internet w świecie, to może być bardzo ciekawy temat do wpisu. Sądzę, że go opiszę za jakiś czas.

A teraz żegnam i życzcie powodzenia w survivalu-braku-internetu. :]

Plan na wczoraj

Planowałam wszystko, aby nikt mi niespodziewanie, ponownie nie rozwalił dnia.
Siedziałam na łóżku, składając myśli, jedna po drugiej. Nic to nie dało…

Nie udało się zaplanować jutra, planowałam wczorajszy dzień.
Wiem, że to niedorzeczne, ale nie miałam z tym większego problemu.
Przeanalizowałam każde słowo, które wczoraj wypowiedziałam, każde, które usłyszałam, wszystko, co zrobiłam: dobre rzeczy i te złe.
Wyszło na to, że nie miałam wtedy jeszcze żadnego celu. Teraz mam. I to może właśnie przez wczorajszy dzień. Przez drogiego mi Will’a, któremu jestem bardzo wdzięczna.
Nie starałam się nigdy rozmyślałam nad konkretami z przeszłości. Zawsze opierałam się na jakichś „większych refleksjach”, wręcz filozoficznych, że tak powiem.
Teraz wiem, jak wiele straciłam, biorąc pod uwagę tylko to, co wydaje się „naprawdę ważne”.
Wczoraj – dzisiaj to się zmieniło. Mam cele, mam marzenia, o których nigdy wcześniej poważnie nie myślałam, a tym bardziej, o których nigdy nie rozmawiałam. Bałam się o nich mówić. Nawet samej sobie. Wydawały się upadłe, pełzające, niedorzeczne…

Teraz też takie są, ale w zupełnie innym świetle. W tym wczorajszym, wieczornym, słonecznym świetle…